Autor: Mikołaj Kittel    wtorek, 24 sierpnia 2010 10:39    Drukuj Email
Polscy Superherosi z Warszawą w tle
Wydarzenia

okładki obu książekBohaterowie  pokroju Supermana i Batmana nie cieszyli się dotąd w polskiej kulturze wielkim zainteresowaniem. Złożyło się na to parę czynników. Po pierwsze, w naszych umysłach przez długi czas zakodowany był ideał bohatera romantycznego, który zajmował się głównie sprawami narodowej martyrologii. Poza tym, w czasach kiedy człowiek ze stali i mroczny rycerz zdobywali sobie rzeszę fanów na całym świecie, u nas jedynym wzorcem byli głównie przodownicy pracy.

Sytuacja zmieniła się jednak po 1989 r. Zakazana dotąd kultura zachodu stała się teraz dostępna dla wszystkich. Odtąd tworzy się nowa generacja, zaczytująca się w komiksach o super herosach. Dzisiaj widać, że przeniesienie tego wzorca na grunt polski wchodzi w nowy etap. Dwóch  młodych autorów, Juliusz Strachota i Błażej Dzikowski wprowadza do swoich powieści rodzimych bohaterów, inspirowanych ich amerykańskimi odpowiednikami.

„Zakłady Nowego Człowieka” Juliusza Strachoty opowiadają o losie Juliana Seratowicza, 31-letniego testera oprogramowania komputerowego. Jego życie jest nudne i nijakie z pozoru, jednak, tak jak Superman potrafi latać. Umiejętność tę Julian posiadł w wyniku mutacji popromiennej wywołanej wybuchem elektrowni w Czarnobylu.

Jednak, tam gdzie ostatni syn Kryptona postanowił walczyć ze złem w obronie ziemi, to tu jego polski odpowiednik musi bronić samego siebie przed mafią i służbami specjalnymi, zainteresowanych jego darem. Zatem niezwykłe zdolności bohatera stają się źródłem jego kłopotów. Strachota stwierdza ironicznie, że taki Superman raczej świata nie uratuje, jedynie zgubi swoje okulary lecąc do Płocka.

Z kolei 18-letni Gabriel Róziewicz, bohater książki Błażeja Dzikowskiego „Strażnik Parku” dobrowolnie wyrusza do walki ze złem, jednak nie posiada nadzwyczajnych mocy. Jest wątłym, zahukanym klasowym ofermą w jednej z warszawskich szkół. Wszystko się zmienia kiedy on i jego dziewczyna zostają napadnięci w parku. Wówczas Gabriel wypowiada wojnę zbrodni i pod osłoną nocy wymierza sprawiedliwość tam gdzie zawodzi policja. Media mówią o nim Polman, czyli polski Batman, a mieszkańcy widzą w nim idola, który przywróci porządek w mieście.

Dzikowski wykorzystuje wzorzec ponurego mściciela, pałającego żądzą odwetu na złu, które uczyniło go nieszczęśliwym. To niezwykle częsty motyw, który odnajdujemy w komiksach z Batmanem, Punisherem, czy Daredevilem. Autor „Strażnika Parku” używa tego wątku jako punktu wyjścia do dyskusji o istocie zła i jego pociągającej mocy.

Terenem działań obu rodzimych herosów jest Warszawa. W dodatku ich początki są związane z Pragą. Seratowicz otrzymuje swoje moce podczas zwiedzania Wodociągów na Saskiej Kępie i pomimo tego, że te zdolności są dla niego początkiem kłopotów, odnosi się on z sentymentem do prawobrzeżnej Warszawy. Jest to dla niego magiczne miejsce. Z drugiej strony, nie jest to nowy motyw w twórczości Strachoty, który wyrasta na barda Saskiej Kępy i okolic. Natomiast Warszawa Dzikowskiego wygląda zupełnie inaczej. W „Strażniku Parku” stolica jest miastem-molochem, gdzie zło czai się wszędzie, a ulicami rządzi przemoc.

Mimo różnic w opisie, obaj autorzy zdają się podkreślać dysproporcje między prawą, a lewą stroną miasta. Zniesienie nierówności społeczny i architektonicznych, to może być zadanie dla następnego stołecznego Supermana.

Źródło: Życie Warszawy

 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Sonda

Czy chciałbyś otrzymywać Newsletter z Warszawianin.pl?